niedziela, 28 grudnia 2014

Moje zdrowie - Dzień za dniem (a la Pamiętnik)

     Ze względu na to że próbuję być zorganizowanym ale marnie mi to wychodzi, bo jak coś potrzebuję nigdy nie mogę tego znaleźć, postanowiłem umieszczać pewne dane na stronie internetowej, co z tego wyjdzie zobaczymy. Oczywiście też mogę zapomnieć że mam stronę o moim zdrowiu. :(
     Myślałem żeby wpisywać tu prawie każdy dzień, coś na zasadzie pamiętnika, ale zastanawiam się czy jest tego sens?
Zobaczymy, pewnie na początku będę pisał, później zapomnę.

Wyjdzie z tego pamiętnik z życia wzięty a nie moje zdrowie.

Do 7 stycznia wpisane z pamięci.
01-01-2015 - jak nigdy samopoczucie dobre, tym bardziej dziwne że wypiłem trochę alkoholu ostatniej nocy, zazwyczaj cierpię ze dwa dni później, a tu nic.

02,03-01-2015 - w porządku.

04-01-2015 niedziela - obudziłem się z bólem głowy, ból się utrzymuje cały dzień, biorę tabletki przeciwbólowe (2x200 IBUM), nie pomaga, do wieczora ból się zwiększa, przed snem biorę większą dawkę (3x200 IBUM).

05-01-2015 poniedziałek - otwieram oczy, głowa nie boli, wstaję z łóżka, zaczyna boleć, delikatnie ale boli, w ciągu dnia ból systematycznie się zwiększa, wieczorem sam znika.

06-01-2015 wtorek - głowa nie boli, wieczorem nierówna praca serca, osłabiona lewa strona ciała, odrętwiały lewy policzek, później ok 23-ciej, nagły mocny ból po lewej stronie głowy (2x200 IBUM), idę spać, nie mogę zasnąć, zasypiam.

07-01-2015 środa - śpię, nie słyszę budzika, jak się budzę to jest godzina wyjazdu do pracy, głowa boli wciąż. W ciągu dnia słaby ból głowy, do wieczora znikł całkiem.

08-01-2015 czwartek - nie mogłem wczoraj zasnąć, coś wyło, myślałem wpierw że to syrena p-poż, ale jakiś taki dziwny dźwięk miała, zasypiam nad wejściem na strych i jeszcze sobie myślę niech tam błyśnie jakieś światełko albo coś zaskrzypi, to już na pewno będzie po spaniu, ale nic nie błysło i nic nie skrzypiało, tylko ten dźwięk mnie rozkojarzał. Po którymś razie rozpoznałem go, że to nie syrena, tylko głupia lodówka na dole w kuchni wydaje czasami takie dźwięki. Efekt taki że rano wstałem nie wyspany, jeszcze się w nocy co chwilę budziłem, a rano standardowo budzik nie mógł mnie dobudzić. To jest minus nie palenia papierosów, bo jak paliłem to z łóżka ściągał nie tylko budzik ale i chęć zapalenia papierosa, silniejsze to od moczu, chociaż mocz też zgoni czasami z łóżka ale dziś choć chciało mi się już o 5:30 mocno siku, to specjalnie nie poszedłem do toalety tylko z powrotem położyłem się do łóżka, właśnie tylko po to żeby godzinę później mocz mnie zmusił do wstania z łóżka, ale nie poszło mu za dobrze, bo bym dalej spał. Ogólnie nie czuję się za dobrze, bardziej przez to nie wyspanie, głowa ćmi.
    Wczoraj byłem też na zabiegu (jednym z wielu) usunięcia ostrogi piętowej falą uderzeniową. Tak lubię chodzić na te zabiegi że aż mnie ciary przechodzą jak sobie myślę o tym, ale tym razem było inaczej. Pana Michała nie było, on daje od razu dużą częstotliwość i naprawdę to raz że boli mocno podczas samego zabiegu, to boli i później, jak już jest po zabiegach. Ale wczoraj była Pani Dominika, młoda dziewczyna, przestrzegłem ją że będę krzyczał podczas zabiegu, nie wykluczone że będę też przeklinał, żeby rozładować energię. Ale nie było tak źle, ani razu nie krzyknąłem, nie mówiąc już o przeklinaniu, bo Pani Dominika ustawiła połowę tego co Pan Michał a może jeszcze mniej, mało tego to zrobiła jeszcze krótką przerwę, przy okazji zwiększenia częstotliwości zapytała czy żyję ;)

09-01-2015 piątek - z rana żona stanęła przy moim łóżku i pyta się czy to długo będzie jeszcze grało, śmieję się teraz z tego niemalże płacząc, bo to już któryś ranek jak przychodzi obudzona moim budzikiem a mnie to nie rusza :) Po za tym, że jak trzeba wstać to ja bym najlepiej jeszcze pospał, to chyba standard u wszystkich, a jak wolne to wstajesz rano i spać nie możesz :( Stopa dalej boli. Bark też boli. Trochę zaczyna boleć biodro i kręgosłup. I standardowo głowa, ale nie boli tylko ćmi. No i nie palę od poniedziałku, trochę mi z tym źle, już mi po głowie chodzi powrót, bo jem więcej, zamiast schudnąć to tyję, paznokcie i skórki do granic możliwości obgryzam, krew się leje, boli, ech.

10-01-2015 sobota - w sobotę poruszyłem wielu moim wpisem na FB, załapałem totalnego doła, zacząłem palić żeby się rozładować, nie pomogło. Byłem zły, na świat, na Boga, na żonę, na teściów, na siebie. 

11-01-2015 niedziela - od samego rana (czytaj od 11 tej) boli mnie głowa, pigułki standardowo nie pomagają. Rano w komplecie leków był też Acard 150 mg, dołożyłem do tego 600 mg Etopiryny, brak spodziewanego efektu. Po obiedzie dołożyłem do tego IBUM 400 mg, też nic. Dopiero wieczorem jak przyszło kłaść się spać ból odszedł zostawiając pobudzenie, zasnąłem po 2 giej w nocy.

12-01-2015 poniedziałek - Ciężko było się podnieść ale nie było wyjścia. 
- Ok. 11:20 zaczęła boleć głowa, nie mocno ale wystarczająco, razem z nią intensywnie drętwieje mi lewy policzek. 
- Od X czasu (może lat) słyszę bardzo wysoki dźwięk, odczuwam to tak jak by było to w lewym uchu, w każdym bądź razie po lewej stronie, teraz (11:50) od kilku minut dźwięk ten jest nadal wysoki ale słyszę go bardziej intensywnie, czasami się przyciszy troszeczkę ale często bardzo szybko (1-2 sekundy) robi się bardzo głośny i dokuczliwy.
- Po pracy załapałem stresa, nie wiem czy przed zabiegiem czy przed pójściem na pocztę, w każdym bądź razie stres zaowocował osłabieniem całej lewej strony ciała, działo się to samo co wtedy jak wylądowałem w szpitalu.

13-01-2015 wtorek - Ja nie mogę żyć bezstresowo, tzn. inaczej, pewnie bym się mniej stresował gdyby ludzie byli inni. Napisałem kierowniczce że kibel jest niedopracowany, przyszła i mnie opierdoliła.
- (14:50) Znowu łapię stresa, ręce mi się trzęsą, serce zaczyna się tłuc. Wczorajszy stres chyba jednak przez pocztę był, bo dziś też muszę tam iść. Pocztę przeżyłem bezstresowo.
- Jak żyć, skoro nie można, same przeciw, nic na dobre, wciąż na złe, całe życie do dupy, gdyby... nie pisał bym tego postu :(

14-01-2015 środa - po za wiecznym dołem OK.

15-01-2015 czwartek - zastanawiam się co będzie po mojej sekcji, biorę od X czasu masę tabletek, przez całe życie tabletki przeciwbólowe na głowę, tyle że tylko wtedy jak już zaczyna boleć, od jakiegoś czasu jednak coś się zmieniło, liczba zużywanych tabletek przeciwbólowych spadła, ale przedkłada się to zapewne na to że biorę masę innych tabletek, a od lipca niemal że systematycznie kilkanaście sztuk rano i dwie wieczorem.
* Lucetam 4g, brałem też Bilobil albo pochodne, ale od dziś nie dokupuję nic więcej, bo "to jeden pies", 
* Corectin 5, 
* Acard, na początku brałem 75 mg, od kilku tygodni biorę 150 mg, myślę że to w pewnym stopniu zapobiega częstym bólom głowy, ale głośno nie mówię bo jutro będzie bolała, 
* Eliminacid, kiedyś mi znajomy polecił te tabletki, dał mi nawet jeden listek, mówi że się lepiej po nich czuje, wybrałem ten listek, ale lepiej się nie poczułem, 
* Zielona Kawa, tu było trochę ciekawie, bo wpierw usłyszałem o niej w telewizji, później znalazłem w internecie za horrendalnie wysoką cenę, ale skoro jest taki dobry zdecydowałem się kupić, bodajże za ok. 200 zł za 30 kapsułek i byłem zdecydowany zapłacić za to ale zadzwonił do mnie konsultant i zaczął mi wciskać kolejne opakowanie za 150 zł i jak to zamówię to trzecie opakowanie dostanę gratis. I ten gratis mnie zastanowił, skoro jedno opakowanie kosztuje 200 zł drugie 150 a trzecie za darmo, to ile rzeczywiście oni chcą na mnie stracić, sprzedając mi te lekarstwa? wyszło by że jedno opakowanie powinno kosztować nieco ponad 115 zł. A gdzie marża, wyczułem podstęp, jedno prawie bym kupił do testów, reszty nie, gość sam swoją nachalnością stracił jednego klienta, ale to dobrze, wszedłem do pierwszej lepszej apteki i Zieloną Kawę kupiłem chyba za nie całe 20 zł.
* Zielony Jęczmień - po telewizji, w internecie też drogi, w aptekach 26 zł za 60 tabletek.
* Magnesium B6
Lucetam brałem już dużo wcześniej, mój mózg nie pracuje tak jak powinien, czuję to, chociaż jak byłem na teście IQ to wynik wyszedł mi ponad przeciętny, a wyszedł by mi jeszcze lepszy tylko się wygłupiałem trochę podczas testu, brałem go jako zwykły test sprawdzenie czegoś tam a nie inteligencji. Ale skoro już wiem jak wygląda taki test wiem że takich testów człowiek musiał by przejść znacznie więcej, bo jest to prosty test. Co z tego że mam wysoki iloraz inteligencji skoro i tak tego nie czuję, co z tego że na teście mogłem zapamiętać 9 cyfrowe ciągi liczbowe, po za testem tez mi się zdarza nawet więcej znaków mające ale innym razem mam problem z dwiema lub trzema cyframi.
Corectin dopiero po pobycie w szpitalu zacząłem brać.
Acard brałem już wcześniej, ale nie brałem go cyklicznie, kiedy mi się przypomniało to brałem, po szpitalu biorę systematycznie, sporadycznie zdarzy mi się że zapomnę wziąć, ale staram się żeby jednak wziąć.
Eliminacid to dodatek, kiedyś straciłem 6 kg wagi, nie wiem jak to się stało, być może przez te substytuty ale teraz brałem je od jakiegoś czasu i waga ani drgnęła więcej. Ale jak mi się skończy to dokupię kolejne opakowanie.
Zielonej Kawy i Jęczmienia nie będę już brał, nie widzę żadnych rezultatów, zresztą po żadnych lekach nie widzę, a biorę, albo po prostu nie pamiętam że nie ma rezultatów.
Wracając do sekcji, okaże się pewnie że leki brałem zupełnie nie potrzebnie bo albo cokolwiek innego mi dolegało, albo byłem zupełnie zdrowy.
Wróciłem wczoraj do domu szybciej, bo miałem do załatwienia sprawę, jak wróciłem babcia zrobiła mi mocną kawę, rozłożyła mnie ona (kawa, nie babcia) na łopatki, zawroty głowy, ale takie dziwne, nie przewracałem się tylko w sobie w środku czułem takie zawirowania, myślałem że może od żołądka, zrobiło mi się trochę słabo, poszedłem się położyć, zasnąłem, obudzili mnie bo oni chcą iść spać, przed dziewiątą. No dobra, Ja pójdę do góry na swoje i tez się położę żeby zasnąć i tak zrobiłem, trochę się rozbudziłem ale oczy mnie szczypały i czułem zmęczenie, położyłem się, włączyłem cicho telewizor żeby grał, miał mnie zmęczyć i miałem zasnąć, film okazał się być dość fajny, trochę mi się oczy zamknęły to ktoś przyszedł i obudził mnie. Później jak już telewizor został wyłączony, obróciłem się na bok i przyłożyłem w ciszy do snu, to te toboły na dole co miały iść spać przed dziewiątą zaczęły się tłuc na dole głośno, łózko mam w pomieszczeniu bez drzwi, nie mogłem się odizolować od nich, przyłożyłem poduszkę na głowę żeby ich nie słyszeć, ale nie pomagało zbytnio. Nie chciałem iść i im mówić żeby się ciszej zachowywali, bo to oni byli u siebie, a nie ja. Zresztą jak my rano się do pracy wybieramy to też w jakiś sposób hałasujemy, zwłaszcza Mateusz. Po męczarniach i budzeniu się co chwilę, na dobre zasnąłem ok 2 giej w nocy, a miałem się wyspać w końcu.

16-01-2015 piątek - nie wyspałem się. Standard. 

17-01-2015 sobota - 19:30 osłabienie, ciśnienie zmierzone i wpisane

18-01-2015 niedziela - Standard

19-01-2015 poniedziałek - dziś jest kolejny termin wykonania zabiegu ostrogi, ale nie pojadę, bo nie zdążę zapłacić, zresztą jest połowa miesiąca a ja nie mam kasy na tyle żeby wydac znowu 50 zł, za tydzień to zrobię. 
Się trochę nachodziłem i bioderko zaczyna boleć, ale jak sobie odpocznę to przechodzi ból. 
Gdybym schudł do 80 kg jakie było by moje życie? Czy tez miewał bym depresję? Chciałem napisać pewnie tak, ale nie wiem. Na siłownię nie pójdę, może z kimś, tez nie za te pieniądze co płacą inni, a dla inwalidów nie ma siłowni i nie ma upustów. Gdybym poszedł na pewno nie ćwiczył bym tak intensywnie jak ćwiczą inni, ja nie wiele zrobię na siłowni jak mnie wszystko praktycznie boli, albo uszkadza się podczas ćwiczeń, sam sobie zrobię siłownię na moich warunkach (...) 
Zaczęło się niewinnie, bo jak nigdy wyspałem się, co nie znaczy że jeszcze bym pospał gdybym nie musiał wstawać do pracy, ale wieczorem poszedłem spać z Mateuszem i jak nigdy poszedł spać bez ceregieli, jak już zasnął ja też pozwoliłem sobie zamknąć oczy i przysnąć trochę, prawie dwie godziny spałem, Jola mnie obudziła, wstałem i żeby nie rozbudzić się zbytnio, przeniosłem się do mojego łóżka i poszedłem spać, trochę był problem bo Jolka się kręciła a mi to przeszkadzało ale jakoś zasnąłem, obudziłem się sam o 6, bardziej to mnie sikanie z łóżka wyciągnęło niż świadomość tego że trzeba wstać do pracy. Był przymrozek, była też mgła i na szybach osiadła warstwa szronu, miałem chwilę, odpaliłem silnik, włączyłem nagrzewnicę i poszedłem otworzyć bramę żeby już nie wychodzić z auta jak będę jechał, po drodze spacerował sobie szczeniaczek od sąsiadów, jak mnie zobaczył to od razu zaczął piszczeć i w skierował się w moją stronę, próbowałem go odgonić ale jak odgonić małego szczeniaka, chciałem zawołać matkę ale zrezygnowałem bo suka miała dwa psiaki i jeszcze by ten drugi przyleciał zamiast suki i miał bym dwa problemy a nie jeden, zostawiłem bramę zamkniętą i wróciłem chowając się za ścianą, słyszałem go ale nie wychodziłem, usłyszałem z daleka jadący samochód, myślę sobie, jeszcze go przejedzie i będę miał na sumieniu psiaka, ruszyłem żeby go wpuścić, lepsze to niż zabity piesek, ale zauważyłem że się przestraszył i uciekł przez otwarta bramę do siebie. Już jak jechałem czułem się dziwnie, nie żeby coś mnie bolało, tylko tak jakbym to nie ja jechał autem, nie mogłem się odnaleźć w aucie. Dziś w ogóle mam imieniny, może to przez te imieniny mam stresa, w pracy czułem się jako tako, ale zaczynam czuć się tak dziwnie znowu, ręce mi się trzęsą nie tak żeby to było widoczne, po prostu czuję to, odrętwiały policzek lewy, serce mi się delikatnie tłucze, leków jeszcze nie brałem, oddech mam ciężki i spać mi się chce.

20-01-2015 wtorek - kolejna noc kiedy kładę się wcześniej, bo czuję duże zmęczenie wieczorem, zasypiam na filmie, co zazwyczaj działo się około północy dopiero albo jeszcze później, wczoraj zaczęły mi się oczy zamykać już przed 21, zatrzymałem film, włożyłem sobie zatyczki do uszu żeby mnie z telewizora dźwięk nie przeszkadzał i zamknąłem oczy, nie przysnąłem wtedy bo Jolki film się skończył i zaczęła coś do mnie mówić, zamknąłem komputer i położyłem się spać, trochę się zdążyłem rozbudzić ale jeszcze nie tak bardzo, więc położyłem się do łóżka włączyłem film jakiś w tv, włączyłem sleep timer i zostawiłem wszystko, zasnąłem dość szybko, rano jak zwykle problem ze wstaniem, może przez to że wstawałem wcześniej na sikundę, może gdybym spał nie przerywanym snem, może obudziłbym się wyspany a tak ledwo żywy. 
Głowa lekko bolała, raczej ćmiła, do pracy jechałem z osłabioną lewą strona twarzy, jak Jolkę podwiozłem pod dom, to poprosiłem żeby sprawdziła mi twarz, po za brakiem kontroli nad lewym okiem wszystko było OK. sam czułem że jest coś nie tak z okiem bo nie mogłem go w pełni otworzyć, później przeszło. 
Jak jechałem do pracy zajechałem z rana zapłacić za fale uderzeniową, wykupiłem dwa zabiegi, pierwszy zrobię dziś następny za tydzień, a następny po wypłacie już.
W pracy rozwinął się intensywny ból głowy, wziąłem Ibuprofen 3 x 200 mg i z pół godziny później cały zestaw leków standardowych. Był tam też Acard 150 mg, taka mieszanka pewnie wpłynęła na to że ból zaczął przechodzić, co nie znaczy że zniknął całkowicie, jest godzina 13 a głowa nadal ćmi trochę mocno. Nie biorę więcej leków.
Jak zwykle stresik przed zabiegiem, co bym nie robił, o czym nie myślał zawsze boję się tego bólu który mnie zaraz spotka, ale poszedłem zrobiłem to, standardowo ból nie do wytrzymania. To dopiero 5 zabieg, jeszcze drugie tyle, ale już zaczynam widzieć efekty, mniej boli tak jak bolało wcześniej przed zabiegami, ból się utrzymuje między zabiegami ale jest to drobny ból współistniejący, do wytrzymania.

21-01-2015 środa - wczoraj, ze względu na to że ostatnie dwa dni szedłem spać wcześniej i z rana czułem się nie wyspany, poszedłem spać ok. 1 w nocy, czyli snu miało być ok. 5 godzin, bez zmian, odczucie takie samo. Po za tym ból głowy dla równowagi dziś z prawej strony, wzięte lekarstwa i 2 x Ibuprofen 200 mg pożyczony, bo własnego nie miałem, chyba w domu jest jeszcze coś ale nie pamiętam, kupię w aptece razem z Travisto, czyli zrezygnowałem z Zielonej Kawy i Zielonego Jęczmienia i Eliminacidu bo albo na mnie nie działają albo się organizm przyzwyczaił. Prawie 14 a głowa dalej boli, w oczekiwaniu na Jolę bo przyjeżdża po 18 pojadę do domu się położyć. Ale z doświadczenia wiem że zaraz się ktoś przypałęta i będzie przeszkadzał. Albo nie, pojadę na działkę, bo trzeba tam szkła pozbierać z namiotu bo po ostatnim wietrze trochę porozwalało.

22-01-2015 czwartek - już nawet nie pamiętam, bo dziś już piątek, a wydaje mi się że to własnie wczoraj byłem na działce. Kurcze co ja robiłem wczoraj po pracy? Aaaa, wczoraj byłem do 18 w pracy, a po pracy pojechałem po Jolkę i pojechaliśmy do domu. poza tym OK, 

23-01-2015 piątek - kolega w pracy od paru dni kaszle bo mówi że go w gardle drapie, no i wykaszlał, bo od dziś rana i mnie zaczęło drapać w gardle i kaszel się intensyfikuje, piłem witaminę C, później wieczorem tez będzie trzeba wypić trochę.

24-01--01-02-2015 - no i się napisałem, z tego co pamiętam w sobotę czułem się już bardzo źle, wieczorem ok 20 tej miałem temperaturę 39,4 a ok 22 giej 39,8.  40 nie przekroczyłem ale to i tak mój rekord. W niedzielę tez się tak samo czułem tylko temperatura była niższa, ale kaszel denerwujący, nie dający spać w nocy. Po kilka godzin spałem na raty zanim kaszel przeszedł na tyle żeby można było zasnąć. W poniedziałek pojechaliśmy razem z Mateuszem do lekarza bo On też chory tyle że jego wzięło ze dwa dni wcześniej, ale mnie załatwił kolega z pracy, bo jego też to samo wzięło, ja poszedłem na zwolnienie, On był w pracy i męczył się. Mnie ataki kaszlu minęły dopiero w czwartek a już się martwiłem że przyjdzie mi iść do pracy i będę się dalej męczył, ale kaszel z suchego przeistoczył się w mokry, odrywający się i już było łatwiej i nie męczył tak jak wcześniej. W sobotę zacząłem już wychodzić na dwór żeby się jak to się mówi? chyba nie hermetyzować. :) Miało być hartować ;).

02-02-2015 poniedziałek - pierwszy dzień w pracy po chorobie, osłabienie lewej strony ciała od 9 tej do wieczora, bolała też mocno wierzchnia część dłoni, nic tam nie było uderzone, to był taki dziwny ból, jakby skóra, jakby w środku, ciężko to opisać.

03-02-2015 wtorek - osłabienie lewej strony ciała od około południa do ok 18 tej, dłoń już nie boli.

04-02-2015 środa - słabe osłabienie lewej strony ciała od rana, jak tylko wstałem juz czułem że moja lewa strona jeszcze nie wstała, jest 14 utrzymuje się nadal delikatne osłabienie.

05-02-2015 czwartek - wolne od pracy, ale nie będę odpoczywał, od rana 105 SW i ortopeda od 8, później parę innych spraw do załatwienia a później wyjazd do ZG do szpitala na SOR na badanie i decyzje czy leczenie ambulatoryjne czy szpital na kilka dni, później jeszcze jedna sprawę w NFZ załatwić i do Castoramy za pierdołami i do domu.
14:30 - wymiana dokumentacji w pracy, nagłe osłabienie lewej strony, ręka ucieka, noga wiotka, policzek odrętwiały. 

10-03-2015 wtorek - no cóż, tak jak pisałem wcześniej, na początku będę pisał, później przestanę, tak już mam :(

Jak nie często wstałem rano i nic mnie nie bolało po za powracającym bólem ostrogi ;( 
Nawet bark który zazwyczaj z rana że tak brzydko napiszę napierdala, to dziś nie bolał w ogóle, zastanawiałem się dlaczego. Wczoraj bolała mnie mocno głowa, wziąłem tylko w pracy w ciągu dnia, 800 mg Ibuprofenu i do wieczora głowa przestała boleć, ale wieczorem bark bolał bez zmian. Dlatego rano zdziwiłem się bardzo że nie boli w ogóle, rękę bez problemu podnosiłem do góry, chociaż w drodze powrotnej na dół trochę bolało i ręka uciekała, ale standardowo jest to nie możliwe do wykonania. 
Do pracy pojechałem z werwą (nie paliwem z Orlenu) miałem moc i w pracy też się dobrze czułem, tak do 9:30 kiedy poczułem tąpnięcie i otępienie, troszkę zakuło serce, zrobiło mi się duszno ale nie tak intensywnie powolutku, zacząłem się zastanawiać nad tym co do tej pory wykonywałem automatycznie nie mogłem zrobić, wzrok błądził po ekranie monitora. Z 80 % mocy spadłem nagle do 20%, teraz jest 10:05 powiedzmy ze moc troszkę wzrosła do 40 %.
11:20 dochodzi do tego co powyżej osłabienie lewej strony ciała, ręka i noga i policzek jak zwykle najbardziej odczuwalne.

Ach przypomniało mi się, nie będę już wciskał się z wpisem przed dzisiejszy wtorek napiszę w ciągu.
Otóż od 17-19 lutego byłem w szpitalu w ZG na Neurologii. Z gadki szmatki pani doktor z którą wstępnie rozmawiałem, wywnioskowałem że może to być jednodniowy pobyt w szpitalu, rzeczywistość jednak okazała się inna, dobrze że zaczerpnąłem wiedzy u doktora Google i wiedziałem że pobyt może być kilkudniowy, dlatego jadąc do szpitala zabrałem ze sobą to co może mi się przydać. We wtorek mnie przyjęli, ale już nie pamiętam czy robili mi jakieś badania. Łóżko? Będzie mi się śniło do końca mych dni, tak nie wygodne że masakra, a miałem na nim spędzić kilkanaście lub dziesiąt godzin, bez możliwości rozruszania się. Następnego dnia rano po 8 zaprowadzono mnie do gabinetu zabiegowego na wkłucie. Niestety ja jestem niestandardowy i zamiast jednego wkłucia wykonano u mnie aż 4 wkłucia. Wpierw młodszy lekarz wkłuwał się dwa razy bez rezultatu, w końcu chyba zwątpił w swoje zdolności i poszedł po starszego, starszemu udało się za drugim razem dokonać wkłucia i pobrać płyn mózgowo rdzeniowy. Po pobraniu zacząłem czuć się bardzo źle, oblał mnie zimny pot i zacząłem się trząść cały, kazali mi się położyć, a ja mówię chwila, bo się źle czuję. No właśnie, dlatego proszę się położyć, nie kazali już się podnosić do następnego rana ;( odwieźli mnie na łóżko a później jeszcze męczyli bo zabrali mnie znowu na badanie rezonansu, po rezonansie znowu mnie położyli do łóżka i po południu znowu wywieźli żeby zrobić jeszcze jedno badanie. Lekarz badał jakieś tam przepływy ale badał na prawej ręce, na tej co nie mam z nią problemów, powiedział że to nie ma znaczenia, ale ja myślę że ma, no ale to nie ja jestem specjalista tylko on.

A taki tekst wydrukowałem na kartce i zostawiłem przy moim biurku po tym jak się źle poczułem:

11-03-2015
Gdybym zemdlał albo coś mi się innego stało po 10:43.


Siedziałem przy komputerze, poczułem napięcie (nie prąd) tylko takie jakby naprężenie w tylnej lewej części (mniej więcej tu gdzie kręgosłup styka się z czaszką, nie mogłem swobodnie przekręcić głowy w prawy dół, nacisnąłem mocniej ale powoli, poczułem opór ale nie przestałem, do tego momentu aż wystąpiło mocne chrupniecie. Nie bolało. Jednak po kilku minutach zacząłem odczuwać ból praktycznie w całej głowie niezbyt intensywny i pojawił się słaby tępy ból w tym miejscu gdzie było to naprężenie. Chwilę później (tego już nie było w wydruku) poczułem tak jakby coś kwaśnego spływało mi gdzieś tak jakby po podniebieniu i może po przełyku, nie było to przyjemne.

17-03-2015
Od soboty dzień w dzień boli mnie głowa, od zeszłego czwartku, też mnie wzięła jakaś infekcja, znowu kaszlę, kicham, katar i nos zatkany, to pewnie od tego boli ta głowa.
Wczoraj przyjechałem do pracy i w pracy zaczęła mnie boleć mocno prawa noga, myślałem że to od tej ostrogi coś tam boli ale zaczęło tak mocno boleć gdzieś tam przy prawej kostce że musiałem pójść do auta po kulę, póki stoję nie boli ale jak przekręcę trochę stopę to czuje ból, tak mi się zdaje że to jakiś mięsień, ale znowu jak noga jest bez obciążenia to nie czuć tego. Nie wiem, z każdej strony coś boli, przydałoby się jakieś zabiegi ale jak tu zrobić zabiegi na wszystkie miejsca.

Dziś jest 03-08-2016 roku ale napiszę tylko wzmiankę z 10-04-2015 tylko tyle co pamiętam, a jak nigdy pamiętam dość dużo.

Dzień jak co dzień zaczął sie normalnie, nic nie wskazywało na to że miałem się później zacząć źle czuć. 
Lekki ucisk zacząłem czuć na przerwie, na której spaliłem tylko 2 papierosy (zazwyczaj są 3), wracałem do biura już taki zgięty troszkę w pół, nie, jeszcze nic poważnie nie bolało, po prostu taki delikatny ucisk, ale już męczący, po drodze zrobiłem kupkę w toalecie, wróciłem do biura ale nie czułem się dobrze, wyszedłem z powrotem na świeże powietrze, przysiadłem na pojemniku z piaskiem na zimę i tak sobie chwilę siedziałem, z minuty na minutę czułem się coraz gorzej. Wróciłem z powrotem do biura usiadłem i już pracą się nie zajmowałem tylko wyłożyłem się na fotelu do tyłu i tak siedziałem, czułem się coraz gorzej, zacząłem wydawać też stęknięcia, zauważyli to koledzy z biura, wciąż postękiwałem i było coraz gorzej, doszedł ból w klatce piersiowej promieniujący na plecy. Mariusz F. zapytał może to zawał, odpowiedziałem - skąd moge wiedzieć, przecież wcześniej nie miałem zawału, mówię - masz Internet, sprawdź. Sprawdził, objawy były takie jak przy zawale. Kazałem wezwać pogotowie ratunkowe. Mariusz zadzwonił, pogotowie było w drodze. Ja w między czasie zsiniałem, oblewał mnie zimny pot, ból nie do wytrzymania, konałem, a Maciek na szerz okno otworzył, zrugałem go za to, mi zimno jest a On okno jeszcze otwiera, ale powiedział że to po to by był dostęp świeżego powietrza, ale Ja i tak mówiłem żeby je zamknął, ale nie zrobił tego. Karetkę już było słychać. Przyjechali, na miejscu zrobili EKG, ciśnienie, nie wskazywało na zawał, przeprowadzili różne badania które mogli zrobić na miejscu. Próbowali też pobrać mi krew ;), przewieźli mnie na siedzisku do karetki i tam znowu EKG, dalej wszystko w porządku. Leżę, pielęgniarz znowu próbuje mi pobrać krew, mówię mu gdzie ma się wbić igłą, On - Wiem lepiej gdzie się wbić. I tak 8 razy zanim wbił się tam gdzie mówiłem, w czasie jazdy do szpitala trochę ból mi przeszedł aby zaraz powrócić z mocniejszym impetem. Patrzyłem przez okno karetki myśląc że mogę nie dojechać do szpitala. Jak ludziom na łożu śmierci przewijało mi się w myślach całe moje doczesne życie. Dojechaliśmy do szpitala. (tu nie pamiętam, czy mnie przewieźli na noszach czy sam przeszedłem na SOR do łóżka) W każdym bądź razie na SOR trzymali mnie od 11-16 robiąc na początku masę dodatkowych badań, później tylko powtórzyli badanie poziomu jakiegoś enzymu we krwi (nazwy nie pamiętam, ale kiedy serce ma zawał enzym ten wydzielany jest do krwioobiegu, u zdrowego człowieka dopuszczalny jest poziom do 0,06 jednostki, a Ja miałem 0,00. Jedyne co miałem nie tak, to tylko podwyższony cukier. Ból i złe samopoczucie w trakcie pobytu przeszło (chyba mi jakieś leki podali ale nie pamiętam), ale coś tam pozostało bo co jakiś czas wracało delikatne gniecenie, ostatecznie zniknęło i się więcej nie pojawiło. Następnego dnia przyszedłem normalnie do pracy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz